Pracowita sobota

Na taką sobotę jak dziś przydaje się pomysł, którego realizacja nie trwa dłużej niż pół godziny. Na koniec prac, porządków i innych obowiązków, które można wykonać tylko w weekend – czas na lenistwo. I ten kurczak jest doskonałą nagrodą za cały tydzień pracy. Przepis jutro – a dziś życzę Wam spokojnego weekendu!

kurczak_tequilagotuje

kurczak_tequilagotuje

Śniadaniowa buła

Z problemami radzę sobie jak Izzie Stevens z Chirurgów. Czyli – odreagowuję poprzez gotowanie. Zamykam się w kuchni, włączam serial albo muzykę i gotuję. Wczoraj nastąpiło pewnego rodzaju apogeum, bo z kuchni wyszłam po kilku godzinach, kiedy już miałam gotowe bułki, podpłomyki, ślimaczki z ciasta francuskiego, pastę z soczewicy, sos pomidorowy i kurczaka do kanapek. A dzisiaj, jedząc ogromną bułę na śniadanie – bardzo się cieszę, że wczoraj wpadłam w swoisty „szał”.

Buła jest własnej roboty, tak jak i pasta. I ten kurczak. Do tego pomidor i dymka. Zaraz pójdę szykować kolejną, bo aż ślinka mi cieknie.

Pasta z soczewicy

puszka soczewicy

1/2 ząbka czosnku

5 łyżek passaty pomidorowej

2 łyżki sezamu

łyżka sosu sojowego

1/4 papryczki chili

szczypta soli

łyżka oliwy z oliwek

Odcedzamy soczewicę. Wszystkie składniki miksujemy blenderem i chłodzimy przez noc w lodówce, żeby pasta się „przegryzła”.

bulka_tequilagotuje

Pełnoziarniste bułki

400 ml ciepłego mleka

20 g drożdży

łyżka cukru

1,5 łyżeczki soli

550 g mąki pszennej pełnoziarnistej

1 jajko

2 łyżki oleju

Pokruszone drożdże zalewamy mlekiem z cukrem. Całość mieszamy i odstawiamy na 10 minut. Po tym czasie dodajemy resztę składników i zagniatamy elastyczne ciasto, które odchodzi od ręki (w razie czego można podsypać mąką). Odstawiamy w ciepłe miejsce, w misce, przykryte ściereczką. Ciasto powinno rosnąć przez godzinę. Po tym czasie wykładamy blachę papierem do pieczenia, a z ciasta formujemy bułki – z mojej porcji wyszło 8 sztuk naprawdę sporych bułek. Odstępy między bułkami powinny być duże, bo mocno rosną. Odstawiamy bułki na 25 minut, pod przykryciem, żeby znowu wyrosły. Nastawiamy piekarnik na 200 stopni. Pieczemy bułki 20-25 minut, przed wstawieniem do piekarnika smarujemy je mlekiem, żeby miały chrupiącą, lśniącą skórkę. Wyciągamy z piekarnika i studzimy na kratce.

sniadanie_tequilagotuje

Kurczak do kanapek

3 pojedyncze piersi z kurczaka

kilka łyżek sosu sojowego jasnego

pół papryczki chili

3 cm trawy cytrynowej

olej

łyżka oleju sezamowego

Kurczaka kroimy wzdłuż w cienkie plastry. Wrzucamy do woreczka śniadaniowego, zalewamy sosem sojowym, wrzucamy papryczkę i zmiażdżoną trawę cytrynową. Mocno mieszamy całość w woreczku i odstawiamy na 1-1,5 godziny do lodówki. Potem zdejmujemy z kurczaka cząstki chili i trawy i smażymy w woku na oleju połączonym z olejem sezamowym. Taki kurczak świetnie pasuje do wielu kanapek i zastępuje z powodzeniem każdą wędlinę

śniadanie_tequilagotuje

śniadanie_tequilagotuje

Bułę smarujemy dużą porcją pasty, kładziemy na to kurczaka i dodajemy pomidora oraz dymkę.

Tabbouleh*

Znienacka napadło nas „dorosłe życie”. A przynajmniej konieczność wzięcia spraw we własne ręce. Niektórzy muszą wstawać rannym świtem, z niechęcią nastawiając codziennie wieczorem budzik, żeby z niemiłosierną precyzją rozdzwonił się o 6.40. Inni nie muszą wstawać o tej porze. Ale spać też już nie mogą, więc siłą rzeczy opuszczają jedną nogę z łóżka (byle nie lewą!), potem drugą i idą do kuchni. Przy natłoku obowiązków, które później domagają się uwagi (najlepiej stuprocentowej i niepodzielnej, bo przecież każdy z nich jest tym najważniejszym), jedzenie musi być zaplanowane. Zwłaszcza, że ma sprawić, że dwie, wiecznie głodne osoby, nie umrą z głodu w codziennym biegu. Śniadanie, drugie śniadanie, trzecie śnia…jakaś przekąska, bo już nie wypada jeść kolejnego śniadania. Logistyka jedzeniowa wymaga trzech fakultetów, kilku lat doświadczenia w branży, a potem i tak błogosławię istniejący system pojemników próżniowych, bo można na później, na zapas. W pojemnikach mieści się każda zachcianka – a dziś – zmieściła się sałatka. Może niewiele mająca wspólnego ze zwykle spotykanymi sałatkami. Inspirowana tabbouleh (o którym na końcu). Sałatka sycąca, pyszna, do zjedzenia na zimno albo na ciepło (nigdy nie dotrwałam do momentu „na ciepło”, zanim pomyślę o podgrzaniu, w pojemniku zostają trzy ostatnie ziarenka i samotna oliwka). Najlepsza, kiedy składniki wymiesza się wieczorem i potrzyma przez noc w lodówce.

Dwa woreczki pęczaku jęczmiennego trzeba ugotować i odcedzić. Wsypać do pojemnika i dać im wystygnąć. Kurczaka  (u mnie jedna podwójna pierś) pokroić w bardzo drobne kawałki i podsmażyć (wcześniej tarzając go w przyprawach). Przesypać do osobnej miski i też dać mu ostygnąć. W tym czasie pokroić 15-20 zielonych oliwek. Wszystkie składniki (całe 3!) wymieszać. I został jeszcze sos. U mnie zwykle jest to oliwa z oliwek, sok z cytryny i sól. Jeśli kombinuję z innymi składnikami, do sosu zdarza mi się dodać chili, tabasco, sos sojowy, ocet winny, miętę. Polewamy sałatkę sosem, mieszamy, koniec. Już. Powstrzymujemy się przed zjedzeniem od razu, układamy w pudełku próżniowym, zamykamy i do lodówki. A rano dzielimy na dwie porcje i najadamy się po koniuszki uszu w okolicach południa!

* tabbouleh – moja inspiracja do eksperymentowania z tworami tego typu. O samym daniu dowiedziałam się na blogu nakruchymspodzie. Potrawa oryginalnie pochodzi z Libanu, jej podstawą są kasze różnego rodzaju. Mojej propozycji do tabbouleh daleko, ale to tylko inspiracja. Fantastyczne w tabbouleh jest to, że istnieje nieskończona liczba propozycji, co do niego wrzucić. Może być indyk zamiast kurczaka albo boczek. Kasza kuskus, jęczmienna, pęczak, gryczana. Wszystkie możliwe warzywa, owoce, np. winogrona, cytrusy. Oliwki, suszone pomidory. Wszystko, co wpadnie do głowy (albo wypadnie z lodówki) w trakcie szykowania.