Miętowe muffiny z czekoladą

muffiny miętowe (1 of 7)

 

Znacie te kwadratowe czekoladki z ciągnącym, miętowym nadzieniem w środku. Będąc dzieckiem, byłabym w stanie oddać którąś z ulubionych zabawek za nie. Mięta i czekolada to dla mnie połączenie idealne. Z wiekiem obsesja na punkcie tego smaku nie osłabła i nadal uwielbiam słodycze, zapachy, a nawet żele pod prysznic o nucie mięty i czekolady ;) Dlatego od dawna już myślałam o zrobieniu tych muffinów! 

Czytaj dalej Miętowe muffiny z czekoladą

Muffiny sernikowe

Dwa dni temu dzień zaczął się jak zwykle. Wstałam, umyłam zęby, zaczęłam w piżamie szykować śniadanie i włączyłam komputer. I zobaczyłam mini serniczki u Moniki z Gotuje, bo lubi, czyli jednego z moich absolutnie ulubionych blogów, z przecudownymi zdjęciami i jeszcze lepszymi przepisami. Jak zobaczyłam serniczki, tak przepadłam. I przygotowałam od razu swoją, zainspirowaną, wersję. U Moniki z domową nutellą, u mnie z malinami. Dla każdego coś dobrego.

Pralina migdałowa

100 g sproszkowanych migdałów

40 g brązowego cukru

40 g białego cukru

3-4 łyżki oleju winogronowego

Muffiny

275 g półtłustego białego sera

pół szklanki przygotowanej praliny

pół łyżeczki proszku do pieczenia

2 łyżki białego cukru

2 jajka

kilka łyżek malin (u mnie z maminego słoiczka)

Najpierw przygotowujemy pralinę. Do garnka wsypujemy cukier, lekko go topimy, dosypujemy migdały i mieszamy aż cały cukier zacznie lekko brązowieć, pachnieć karmelem i dokładnie pokryje migdały. Odstawiamy do wystygnięcia. Następnie umieszczamy masę w blenderze, dolewamy oliwę i miksujemy na gładką, brązową masę. Nadmiar, którego nie wykorzystamy w muffinach, możemy przechowywać w słoiku w lodówce i np. smarować nim kanapki.

Oddzielamy żółtka od białek. Do jednej miski wkładamy ser, cukier, pralinę i żółtka. Do drugiej białka. Masę serową miksujemy przez kilka minut mikserem. Białka ubijamy na sztywno z odrobiną soli. Do masy serowej dodajemy proszek do pieczenia i pianę z białek, delikatnie mieszamy. Blachę wykładamy podwójnymi papilotkami, nakładamy masę do ok. 3/4 pojemności i w każdego muffina wbijamy łyżeczkę malin. Pieczemy 40 minut w 150 stopniach.

serniczki_tequilasunrise

Muffin doskonały

Przepisów na muffiny w Internecie jest więcej niż obrazków z „kotami, które paczą’. Wszystkie należą raczej do kategorii udanych (przepisy, a nie koty), ale nie byłabym sobą, gdybym nie kombinowała. Dlatego zmieniam proporcje, składniki, czas pieczenia, a potem przestępuję z nóżki na nóżkę, żeby zobaczyć efekt. I dzisiaj nadszedł moment, kiedy po degustacji doszłam do wniosku, że może Gordon Ramsay nie wykrzyczałby po spróbowaniu – it’s fuuuucking raaaaw (albo czegoś podobnego z przeciągłym fuuuck).

Muffiny tak proste w wykonaniu, że już prościej się nie da.


Najpierw należy upolować sezonowe owoce – jagody, borówki, maliny, truskawki – jednego rodzaju albo wszystkiego po trochę. A potem wszystko robi się już prawie samo.

2 szklanki mąki pszennej

3/4 szklanki cukru

1 łyżka proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki cukru waniliowego

1/4 łyżeczki imbiru

szczypta soli

2 jajka

6 łyżek oleju

1 i 1/4 szklanka maślanki (można z mlekiem, ale te z mlekiem mogą buty czyścić tym z maślanką!)

mały pojemnik owoców (taki, w jakich zwykle sprzedawane są na targu)

Suche wsypujemy do miski i mieszamy, w drugiej misce mieszamy, co mokre i wlewamy do suchych składników. Znowu mieszamy, na koniec wsypujemy owoce i mieszamy po raz ostatni. A potem wlewamy do foremek i pieczemy 20 minut w 200 stopniach (termoobieg). A najlepiej, jak od razu podwoimy ilość składników, bo 12 muffinów z jednej porcji może nie mieć szansy nawet wystygnąć, zanim zniknie.