Pomysł na obiad do pracy – sałatka z pęczaku

To była długa przerwa, prawda? Niemoc jesienna wprawiła mnie w letarg, nie cierpię tego przeskoku pomiędzy słonecznymi dniami a burą szarówką. Po drodze jeszcze wyjazdy, zmiana trybu życia (bo stacjonarna praca) i choroba. Ale wracam i mogę powiedzieć tylko, że bardzo tęskniłam ;)

Nie przedłużając więc – nowy cykl. Wspomniałam o nowej pracy i nowym trybie życia. Pracuję od 9 do 17, muszę zabrać więc ze sobą coś do jedzenia. Wybieram takie rzeczy, których czas przygotowania nie jest dłuższy niż pół godziny, ale jednocześnie staram się, żeby było to rzeczy zdrowe. I przede wszystkim smaczne ;) Kaszę uwielbiam, więc to ona jest podstawą sałatki. A dodatki powstały bardzo spontanicznie – mango domagało się uwagi, w przeciwnym wypadku groziło, że się popsuje, a reszta była dobrana na zasadzie: co jeszcze mam w lodówce. Słodycz mango jest uzupełniona ostrą cebulą i sokiem z cytryny – trio idealne!

Sałatka z pęczaku z mango (2 porcje)

300g kaszy pęczak jęczmiennej

1 duże mango

1 czerwona cebula

pęczek natki pietruszki

3 łodygi selera naciowego

3-4 łyżki soku z cytryny

2 łyżki oliwy z oliwek

Kaszę gotujemy ok. 20 minut, aż zmięknie. Ważne jest, aby dokładnie opłukać ją przed gotowaniem. Odcedzamy i zostawiamy do ostygnięcia. W tym czasie siekamy cebulę, kroimy w kostkę mango, selera naciowego, siekamy pietruszkę i mieszamy wszystko z sokiem z cytryny i oliwą. Następnie łączymy całość z kaszą i zostawiamy na noc w lodówce, żeby smaki lepiej się przegryzły!

pęczak

Granola z ryżem dmuchanym – brzydkie przepisy cz.8

Pomysł na ten wpis miałam pomiędzy 1 a 2 kieliszkiem wina, pomiędzy 2 a 3 nie jest już tak kolorowo ;)

Książkę Gordona Ramsaya „Ultimate Home Cooking” odebrałam w poprzednim tygodniu. Gdyby nie mój wyjazd byłaby u mnie kilka dni wcześniej, bo okazuje się, że z londyńskiego Heatrow do Wrocławia jest bliżej niż z Wrocławia do Warszawy np. A przynajmniej paczki DHL-em poruszają się żwawiej na tej pierwszej trasie. Odpakowałam paczkę, powąchałam książkę (bo jest to absolutnie obowiązkowy punkt związany z nawiązywaniem znajomości z nową książką) i sprawdziłam pierwszy przepis. Na granolę z ryżem dmuchanym. Od tej chwili każda cząstka mojego mózgu skupiła się na tym, że taka granola musi być przepyszna. Mam ogromny sentyment do ryżu dmuchanego jeszcze z dzieciństwa, uwielbiam go, ale nigdy nie wpadłam na pomysł, żeby go dodać do granoli. Przepis Ramsaya w minimalnym stopniu zmieniłam, a efekt końcowy, zgodnie z założeniami – był pyszny! I wystarczył na 6 śniadań dla 2 osób, więc porcja jest naprawdę spora (a Ramsay twierdzi, że to jest porcja na jedno śniadanie dla 4 osób, więc nie wiem, jakie śniadania zwykł jadać ;)

Granola z wanilią i ryżem dmuchanym

200g miodu

laska wanilii

350g płatków owsianych

90g ryżu dmuchanego

90g pestek dyni

75g słonecznika

80g suszonej żurawiny

100g migdałów

szczypta soli

Miód podgrzewamy w garnku i dodajemy z niego wanilię (laskę wanilii kroimy na pół i nożem wyskrobujemy całą wanilię ze środka). W dużej misce mieszamy wszystkie bakalie i ryż, dodajemy sól. Całość zalewamy miodem i mocno mieszamy. Blachę wykładamy papierem do pieczenia i wykładamy na nią granolę. Pieczemy 25 minut w 180 stopniach (bez termoobiegu). Mieszamy kilkakrotnie w czasie pieczenia, żeby granola równo się piekła. Wyjmujemy całość z piekarnika i suszymy, a kiedy już się całkowicie ostudzi, wrzucamy do pojemnika i przechowujemy w suchym miejscu. Można zjeść ją z mlekiem, owocami albo samą – jako przekąskę. Mnie najbardziej smakowała z pomarańczami i mlekiem sojowym!

granola granola2

PS. O samej książce dowiecie się niebawem więcej – jest tak pięknie wydana, że mam zamiar pokazać Wam część zawartości, zwłaszcza że nie została jeszcze wydana w Polsce.

Owoce morza w sosie pomidorowym (brzydkie przepisy cz. 7)

Zawsze, kiedy jadę na wakacje w tzw. ciepłe, nadmorskie kraje, jestem zła. Chodzę po targach, straganach, sklepikach i supermarketach i jestem coraz bardziej wściekła. Obmyślam przebiegłe plany przemytu na szeroką skalę albo wizualizuję swoją wyprowadzkę do Hiszpanii, Włoch, Grecji, czy tak jak kilka dni temu – do Chorwacji. A potem wracam do Polski i mam ochotę rozpocząć strajk głodowy. Doceniam pyszne polskie produkty, ale dlaczego nie możemy być położeni w rejonie, który ułatwiałby dostęp do owoców morza?! Jestem zagorzałą fanką krewetek, małży, ośmiornic, kalmarów, wszelkiego morskiego robactwa. Ryb też nie ma zbyt wiele, a te które można spotkać w supermarketach doprowadzają mnie do szału swoją jakością, a raczej jej brakiem. Poza tym – ceny. Do tej pory pamiętam widok świeżych małży w Barcelonie po 2 Euro za kilogram. Śnią mi się po nocach talerze owoców morza z targu na tyłach La Rambli, z łezką w oku wspominam talerz ślimaków z Krety, a zapach pizzy z owocami morza, którą jadłam w Mediolanie, pozostanie ze mną jeszcze przez długi czas. W Polsce owoce morza jem dużo rzadziej niż miałabym na to ochotę, ale ceny i dostępność w zasadzie wyłącznie mrożonych produktów powodują, że owoce morza wciąż są w Polsce dobrem z wyższej półki. Za to podczas wyjazdów zagranicznych nadrabiam. Chorwaci z owocami morza nie robią w zasadzie nic poza położeniem ich na grillu albo uduszeniem w sosie. Przez większość wyjazdu chodziliśmy do różnych restauracji, gdzie najadaliśmy się na zapas, ale w przedostatnim dniu znaleźliśmy świeże małże w supermarkecie. I tak powstała nasza spontaniczna, pożegnalna kolacja. Szybka do zrobienia, pyszna i aromatyczna. Z dodatkami w postaci białego wina i pszennej bagietki stanowiła trio idealne!

Małże i kalmary w sosie pomidorowym

40 dag kalmarów

60 dag świeżych małży (w skorupkach)

1l passaty pomidorowej

4 ząbki czosnku

2 łyżki oleju

łyżeczka cukru

50ml białego wina

pieprz

sól

małże

Małże myjemy pod bieżąca wodą i dokładnie czyścimy (wyrzucamy otwarte małże, wszystkie skorupki powinny być zamknięte), odkładamy do miski. Wcześniej rozmrożone kalmary również płuczemy i odkładamy do osobnej miski. W dużym garnku przygotowujemy sos. Wlewamy do garnka olej i podgrzewamy. Siekamy cebulę i wrzucamy do garnka, kiedy się zeszkli dodajemy posiekany czosnek. Po minucie zalewamy całość passatą, solimy, pieprzymy, dodajemy cukier i białe wino. Gotujemy ok. 15 minut. W tym czasie zagotowujemy wodę w drugim garnku, solimy ją i wrzucamy do niej małże na 4-5 minut – aż wszystkie się otworzą podczas gotowania. Do garnka z pomidorami wrzucamy kalmary i gotujemy jeszcze 5 minut. Małże odcedzamy i na sam koniec dorzucamy do garnka, intensywnie mieszamy, wyłączamy gaz i zostawiamy garnek, przykryty pokrywką, na 3 minuty, żeby smaki się przegryzły. Podajemy z białym pieczywem i schłodzonym białym winem.