3 rodzaje ludzi, w towarzystwie których znika apetyt

wspólne jedzenie

Uwielbiam jeść w towarzystwie innych osób. Nie ma nic lepszego niż kilka czy kilkanaście hałasujących osób, rozmawiających, śmiejących się i wspólnie jedzących. Taki typowy obrazek włoskiej bądź hiszpańskiej rodziny i wielogodzinna kolacja to dla mnie sama radość. Zdarza się jednak, że podczas wspólnego wyjścia do restauracji albo spotkania w domu, pojawi się jedna, specyficzna osoba i klimat posiłku… no cóż – pryska. Oto specjaliści i moi „ulubieńcy” w tej dziedzinie.

Wege/wegan ofensywa

Uważam, że niejedzenie mięsa jest super. Niejedzenie jajek, masła i śmietany – też. Ale jedzenie mięsa i ryb jest równie super. Jeśli ktoś podejmuje decyzję o zmianie swojego stylu życia i odżywiania, to jestem całą sobą za. Byle było zdrowo, smacznie i w sposób, który dostarcza naszemu organizmowi potrzebnych składników. To już nie te czasy, żeby kogokolwiek straszyć, że wegetarianizm oznacza zło, anemię i niedożywienie. Każdym z tych rodzajów diet można „wyżywić” organizm. Co więcej, wegetarianie i weganie (ci drudzy przede wszystkim) muszą wykazać się niezłą kreatywnością, żeby wydobyć bogactwo smaków i aromatów, korzystając tylko z produktów pochodzenia roślinnego.

Jednak istnieje taki typ osób na diecie roślinnej, które za misję życiową obrały sobie bycie „uświadamiaczem”. Przeszły na tryb wege, obejrzały dokumenty o hodowlach kurczaków, są tak bardzo świadome zła, jakie wyrządza się zwierzętom, a teraz postanowiły uświadomić to całemu światu. Najlepiej jak najczęściej, jak najzłośliwiej i bazując na najniższych instynktach i emocjach. Dlatego tak bardzo uwielbiam bloga Marty – Jadłonomii. Jej przepisy są wystarczającą rekomendacją dla roślinnej diety. Nigdy nie spotkałam się na jej blogu z „agitacją” i zdjęciami cierpiących zwierząt. Za to kolejne przepisy przyprawiają o zawrót głowy i powodują, że koniecznie chce się je przygotować. I właśnie dzięki niej zdarza mi się gotować wegańsko i całkiem świadomie wyeliminować z jadłospisu niektóre dania z produktami pochodzenia zwierzęcego.

Dlatego też drodzy wege bracia/siostry – nie róbcie scen w rodzaju płaczliwego „Czy Ty wiesz, jaką mękę przeszedł ten malutki, słodki kurczaczek, który jest teraz kotletem na Twoim talerzu?” Niewtrącanie nosa w talerze innych oszczędzi Wasze i nasze zdrowie. Ja nikogo nie namawiam do jedzenia mięsa/niejedzenia mięsa/jedzenia w określony sposób i myślę, że wszystkim żyłoby się lepiej, gdyby robili podobnie. Świetnie ujęła to Agata, czyli Qrkoko: Nie jem mięsa i nie zarażam!

wegetarianizm

(mięsko jest dobre, warzywa też i tej wersji będę się trzymać)

Maniacy najmodniejszych diet

3 lata temu porzucili gluten, w ciągu ostatnich 10 stosowali już dietę zgodną z grupą krwi, nie łączyli węglowodanów z białkami, z Dukanem byli za pan brat, a w latach 90-tych stosowali dietę Kwaśniewskiego. Krótko mówiąc, wypróbowali każde modne odkrycie amerykańskich naukowców związane z odchudzaniem i dietami. W momencie, kiedy idziecie razem na obiad, możecie się dowiedzieć, że:

  • Pieczywo to śmierć!
  • Nie słodź, bo nie ma nic gorszego niż cukier
  • W tym tygodniu jem tylko zielone warzywa – inne kolory w ogóle nie mają witamin
  • Czerwone mięso zabija!/ Jedz tylko czerwone mięso, drób to same hormony, sterydy i inne wspomagacze

Litości. Wszystko zabija. Wszystko jest ulepszane, modyfikowane, faszerowane. Jedzmy świadomie, ale nie dajmy się zwariować. Pamiętajmy o umiarze. W zakupach, gotowaniu i pogoni za zdrowym stylem życia. I konsultujmy się ze specjalistami, dzięki nim nie będziemy później opowiadać bzdur o glutenie – „schudłam 15 kilogramów po odstawieniu glutenu, wcześniej zaklejał mi jelita, itd.” Oczywiście, są alergie pokarmowe, celiakia i inne schorzenia, które możemy zwalczać, odstawiając gluten, ale właśnie w tym celu potrzebny jest lekarz i badania. Do którego odstawimy naszego nawiedzonego znajomego podatnego na każdą modną dietę tego świata…

dieta bezglutenowa

(someecards.com trafia w sedno, jeśli chodzi i dużą część popularności diety bezglutenowej)

Snobi-hipsterzy

To jest taka grupa, która wszędzie była, wszystko widziała i teraz WIE. Co powinno się aktualnie jeść, czym popijać, a jakie dania są niemodne. I nie wypada ich zamawiać, bo w zasadzie to wstyd. Tak, tak – wstyd. Kotlet – słabo! Ale już kotlet sous vide (o sous vide napiszę chyba kiedyś osobny post, bo już ostatni każdy tylko tak robi mięso, dodatkowo z komentarzem, że to absolutnie nowoczesna metoda, z której nikt nigdy nie korzystał) z jadalną ziemią z orzechów – no trochę lepiej. Z karty wybierają tylko to, co najdziwniej brzmi, są podatni na wszelkie mody, więc obecnie chcą jeść tylko ramen, choć pół roku temu mówili, że nie jedzą niczego oprócz burgerów. I piją prosecco z kija, a piwo wyłącznie z browaru, który nie produkuje w ilości większej niż 35 sztuk. Do tego dochodzi pretensjonalny ton znawców i ocenianie każdego elementu zamówienia towarzyszy. Wasz plebejski kotlecik po prostu nie wytrzyma w ich towarzystwie. Wy też nie…

picjumbo.com_IMG_7751

Na szczęście istnieje całe grono innych osób, z którymi pójście na obiad może być przyjemnością ;)

Reklamy

12 uwag do wpisu “3 rodzaje ludzi, w towarzystwie których znika apetyt

  1. Mnie też bardzo irytują osoby, które przeszły na dietę bezglutenową, bo to modne. Za jakiś czas, ten trend ulegnie zmianie i te same osoby będą np. głosiły, że mąka pszenna, to najlepsze co można spożywać. Uderza mnie to szczególnie dlatego, że mam stwierdzoną celiakie, i takie osoby bardzo często nie mają pojęcia o czym w ogóle mówią :-)

    Polubienie

    1. No i właśnie o to mi chodzi – moda na bezglutenowość wydaje się robić sporą krzywdę osobom, które mają potwierdzoną nietolerancję glutenu. Mam nadzieję, że niebawem sytuacja się jednak uspokoi ;)

      Polubienie

  2. Jeszcze tacy co to skubną jak ptaszek i patrzą na Ciebie jakbyś jadła konia z kopytami komentując rzekomą „nie do przejedzenia” wielkość porcji, a po kryjomu nie przestają ruszać szczęką :)

    Polubienie

    1. Pamiętam, że jeszcze kiedyś, tzn. w liceum, miałam świetną przemianę materii. I jadłam rzeczywiście ogromne ilości jedzenia, w tym słodyczy. Do dziś pamiętam, jak moja germanistka wysyczała mi kiedyś, że jeszcze popamiętam i nie zawsze będę mieć tak dobrą przemianę ;) W sumie miała trochę racji, ale teraz już bym się nie przejęła takim komentarzem – mam w nosie to, że ktoś uważa moją porcję jedzenia za dużą!

      Polubienie

  3. O, jak dobrze nie widzieć na liście osób pt. „Dziękuję, nie jestem głodna / Ej, ale we coś dla towarzystwa / *przejeżdża wzrokiem po cenach* Poproszę eee… sos czosnkowy”

    Polubienie

  4. Trafiłaś w sedno. Uwielbiam ludzi, którzy tolerują dietę innych. Mam kilku znajomych vegan i jak robi im się pizzę bez sera, to patrzą na tą naszą ze smutkiem w oczach i mam wrażenie, że jak nikt nie widzi to jedzą boczek. Ale vegan jest takie modne:)
    Byłam kiedyś ze znajomymi na wege obiedzie. Nagle trafił się temat, dlaczego nie jesz mięsa( najgorzej…)) Powiedziałam, że marketowe mi nie smakuje, ale takie ze wsi od dziadka prosto od rzeźnika to mi lubię;) I to był nasz ostatni wspólny posiłek:D
    Jak słyszę, że kolejna osoba nie je glutenu robi mi się słabo. Powstało już w odwecie kilka prac, że to uwarunkowane kulturowo,uff.

    Polubienie

Skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s