Głód, waga i łzy – czy można być szczęśliwym na diecie?

jak zaczac diete

Nigdy w życiu nie byłam na diecie. Nie odchudzałam się. Podobała mi się moja figura, wymiary i odbicie w lustrze. Mogłam tak powiedzieć jeszcze z 8 miesięcy temu. A potem zaczęłam unikać zakupów ciuchowych, przestałam wchodzić na wagę, getry i ubrania oversize stały się podstawą garderoby, a ja powtarzałam sobie, że ta wizyta w McDonald’s jest ostatnia, a pizza zjedzona po północy się liczy, bo miała przecież dużo warzyw!!! Nadal daleka byłam od podjęcia decyzji o tym, żeby zacząć dietę. Na samo słowo dieta robiłam się głodna i nerwowo zagryzałam nachosa. Trochę biegałam, trochę chodziłam na fitness, trochę ćwiczyłam w domu. No właśnie – trochę. Oczywiście nie dawało to żadnych wymiernych korzyści. W końcu podjęłam decyzję o diecie. A raczej o zmianie nawyków żywieniowych. Po pierwszym miesiącu pod okiem dietetyka byłam raczej niezadowolona (o czym niebawem napiszę więcej), jednak od półtora miesiąca dietę układam sama i efekty, czyli 9 kilogramów mniej bardzo mnie cieszą i powodują, że mogę powiedzieć ze 100% pewnością – na diecie można być szczęśliwym człowiekiem :)

zdrowa dieta

Pomyślałam też, że przybliżę Wam kilka rzeczy, które dla mnie były trudne i napiszę, jak sobie z nimi radziłam (albo nie radziłam ;) Od razu zaznaczę, że nie jestem wśród tych osób, które czerpią energię z kosmosu, mają zawsze motywację do ćwiczeń, a 3 plastry ogórka i liść sałaty na talerzu to dla nich pełen, sycący posiłek. Kocham boczek, uwielbiam słone przekąski, najbardziej głodna robię się po 21, stres zajadam, a motywacja nie jest moją najmocniejszą stroną. Mimo tego, wypracowałam sposób na to, żeby odżywiać się dużo lepiej, nie cierpieć z tego powodu i zacząć lepiej czuć się ze swoim organizmem. Efekty – czyli 9 kilogramów mniej, to póki co sprawa diety. Początek własnej firmy i natłok obowiązków zawodowych, a do tego jeszcze pies i tworzenie magazynu kulinarnego dość mocno zajmuje jednak mój czas i w ostatnich miesiącach nie miałam siły ani czasu, żeby się zmobilizować do ćwiczeń. Teraz jeszcze jestem po zabiegu, który nie pozwala mi na wysiłek fizyczny – także włączenie do harmonogramu ćwiczeń mam w planie od stycznia.

dieta zasady

Czas na moje podsumowanie ostatnich 11 tygodni i proces osiągania stanu, w którym jestem (najczęściej) szczęśliwa, że jestem na diecie.

  1. Czy na diecie nie umrę z głodu?

Wbrew temu, co myślałam dotychczas, na diecie nie można być głodnym. Przy dobrze rozplanowanym jadłospisie na głód nie ma miejsca. Pierwsze 3-4 dni były takie sobie, bo byłam przyzwyczajona do pochłaniania ok. 2500-3000 kalorii dziennie. Moja dieta zakłada 1600 kalorii dziennie. I jestem szczęśliwym, najedzonym człowiekiem.

  1. Jak się najeść na diecie?

Przede wszystkim dobrze rozkładając porę posiłków i ich liczbę. A potem – pilnując tych godzin. Po pewnym czasie organizm się przyzwyczaja i dokładnie w tych godzinach zaczyna dopominać się jedzenia. Jem 5 posiłków dziennie.

I posiłek – ok. 8:00 (350 kalorii)

II posiłek – 11:00 (300 kalorii)

III posiłek – 14:00-15:00 (300 kalorii)

IV posiłek – 18:00 (400 kalorii)

V posiłek – ok. 21:00 (250 kalorii)

Dzięki w miarę równym odstępom pomiędzy posiłkami naprawdę nie jestem głodna (a tego obawiałam się najbardziej) i nie podjadam pomiędzy. Oprócz tego, w moim przypadku sprawdzają się posiłki, które zawierają dużo białka, czyli mięsa, fasoli, soi i sera mozzarella albo feta. W zasadzie nie jem nabiału, więc na początku sądziłam, że będzie mi ciężko ułożyć jadłospis, ale okazało się, że ten rodzaj białka mogę zastąpić mlekiem roślinnym, tofu, wędliną, wędzonymi rybami, fasolą, soją, cieciorką i soczewicą. Jem też mozzarellę i fetę, więc mój tok myślenia był raczej jedną z wymówek, aby nie zaczynać diety.

  1. Czasami bycie na diecie boli…

To nie jest tak, że nagle zaczyna się jeść mnóstwo warzyw, owoców, chudego mięsa, kaszy i ryb, a jedyne, co ma nam do przekazania organizm to „taki jestem szczęśliwy, że nie muszę już jeść tych wszystkich kebabów, pizzy i frytek”. Niestety tak kolorowo nie jest i oczywiście, że zdarzają się dni, kiedy frytki z Maca są tak samo pożądane jak Ryan Gosling bez t-shirtu. I tak samo nieosiągalne, jeśli dieta ma przynieść efekty (ale o tym za chwilę).

  1. Ale za to organizm się sam „naprawia”

Nie jestem wielką fanką słodyczy, ale czasem mam na nie ochotę. Jestem za to psychofanką słonych przekąsek. Jako, że produkty wysoko przetworzone, bardzo słone i bardzo słodkie nie znajdują się w moim jadłospisie, organizm po kilku tygodniach diety rzeczywiście się reguluje. Batoniki wydają się zbyt słodkie, a chipsy – strasznie słone. Dlatego trochę mniej mam ochotę na tego typu jedzenie, a co za tym idzie – nie kusi mnie tak wiele rzeczy.

  1. Na diecie trzeba być w miarę cały czas

Często czytałam artykuły, w których była mowa o tym, żeby raz na jakiś czas dać sobie spokój z dietą. Zjeść całą pizzę, popić litrem coli i zakończyć kubełkiem lodów. Może u kogoś się to sprawdza – u mnie niestety nie. Motywacja mi bardzo spada po takim dniu i potem się okazuje, że w zasadzie nic się nie stanie, jeśli zrobię kolejny dzień przerwy albo przez następne 3 wieczory wypiję piwo. Zakładam, że kiedy skończę etap diety, a przejdę do momentu normalnego odżywiania, czyli ok 2200 kalorii dziennie, wtedy różnego rodzaju odstępstwa od diety raz na jakiś czas będą ok. Obecnie jednak takie „wyskoki” przynoszą mi więcej złego niż dobrego.

  1. Liczenie kalorii to podstawa

To zdanie brzmi strasznie, prawda? Też mi się tak wydawało. I na początku zupełnie nie wiedziałam, ile kalorii mają różne produkty. Byłam kosmicznie zdziwiona, kiedy okazywało się, że 1 kromka chleba MA TYLE kalorii. Waga produktów też była mi zupełnie obca, nie umiałam jej oszacować. 20 gramów orzechów brzmiało jak abstrakcja. 100 gramów pomidorów? 100 gramów kurczaka? 10 gramów natki pietruszki? Pomimo tego, że w kuchni spędzam mnóstwo czasu, to oszacowanie wagi było dla mnie zadaniem tak trudnym jak dla uczestników Warsaw Shore przeżycie jednego odcinka programu bez publicznego wymiotowania i seksu przed kamerami. Dlatego waga kuchenna była cały czas w użyciu i przygotowanie posiłków trwało w nieskończoność. Ale z każdym dniem szło mi coraz lepiej i teraz mogę część posiłków zaplanować bez zaglądania do tabeli kalorii. Dobieram składniki, ich wagę i jeśli sprawdzę to w tabeli, to zwykle nie mylę się bardziej niż o 10%. Ćwiczenie czyni mistrza i po pewnym czasie liczenie staje się normalnością. A jest to o tyle ważne, że jeśli robimy coś „na oko” i nie znamy się na zawartości kalorycznej, to bardzo łatwo zamiast założonych 1600 kalorii zjemy ich dużo więcej.

  1. Dieta musi mieć jasno określony cel

Założenie „chcę trochę schudnąć”, „nie chcę być gruba”, „chcę zrzucić kilka kilogramów” są do wyrzucenia. Dlaczego? Bo bardzo łatwo ich nie dotrzymać albo znaleźć sobie wymówki, dzięki którym czujemy, że w zasadzie to udało nam się schudnąć, co z tego, że 1 kilogram. Dlatego jasno określony cel pomaga, bo w realny sposób sprawdzamy, czy się udało czy nie. Kiedy poszłam do dietetyka, to usłyszałam, że umówimy się na zrzucenie 12 kilogramów w 3 miesiące. W duchu łkałam histerycznie, bardziej rozpaczliwie niż Britney Spears po ogoleniu głowy. Ale kiedy zaczęłam chudnąć, okazało się, że 12 kg to nie jest aż tak dużo, jak wydawało się mojej głowie. Co więcej, teraz po 9 kilogramach plan zmienił się na końcowe 15 kilo. I do tego efektu dążę, a potem mam zamiar go utrzymać.

  1. Dieta ma efekty uboczne

Tak, efektem ubocznym diety jest dużo lepsza cera i koniec problemów z żołądkiem. Zawsze miałam sporo problemów z bolącym brzuchem, zgagą i innymi nieprzyjemnymi dolegliwościami. Od czasu uregulowania godzin posiłków i eliminacji tłustych i ciężkich rzeczy, jest dużo, dużo lepiej.

  1. Jeśli lubisz jeść, musisz polubić gotowanie

Zakładam, że jeśli ktoś nie nudzi się jedzeniem tej samej kanapki albo może jeść tak naprawdę cokolwiek, bo nie zwraca większej uwagi na smaki, ma na diecie odrobinę łatwiej. Czyli np. jest w stanie codziennie jeść na obiad ryż, kurczaka i gotowane warzywa. Ja po 2 dniach umierałabym już z nudów i braku smaku. Dlatego, jeśli lubi się jeść, warto dobrze przemyśleć jadłospis i gotować rzeczy, które będą nam smakować, a nie staną się wyłącznie kolejnym posiłkiem bez smaku, który musimy przetrwać. Co więcej, jedząc 5 posiłków dziennie, trzeba się czasem nagimnastykować, żeby gotować w sposób urozmaicony.

  1. Planowanie poprawia efekty

Dieta wymaga pewnej systematyczności i poświęcenia czasu. Staram się robić zakupy raz w tygodniu, dlatego zanim pojadę do marketu, siadam przed komputerem z kartką i planuję jadłospis na cały tydzień. Dzięki temu kupuję tylko to, co potrzebuję do przygotowania dań, nic się nie marnuje i nie muszę kombinować w środku tygodnia, martwiąc się, że zabrakło mi pomysłów na obiad. To zadanie z zaplanowaniem jedzenia zabiera trochę czasu, ale za to pozwala go zaoszczędzić już na samym gotowaniu i wymyślaniu. Też kiedyś uważałam, że nie mam na to czasu, ale obecnie prowadzę własną firmę, do domu zwykle wracam po 18, mam małego psa, który domaga się ciągłej uwagi, współtworzę Dolnośląski Magazyn Kulinarny Kocioł, spotykam się ze znajomymi, sporo wyjeżdżam i okazało się, że jestem w stanie wygospodarować ten czas ;)

  1. Nagrody dają +100 do motywacji

Jasne, że patrzenie na wagę, która pokazuje coraz mniej, to nagroda. Zmieszczenie się w spodnie, które smętnie leżały od 2 lat w szafie i szyderczo wypominały „i tak się w nas nigdy nie zmieścisz” też jest super nagrodą. Ale bardzo fajne jest też nagrodzić się czymś, choćby drobnym, bo przynajmniej u mnie, taka nagroda motywuje do dalszych działań. Dlatego koniec końców postanowiłam kupić płaszcz, który kilka dni temu pokazywałam na Facebooku, bo to idealna nagroda, aby uczcić siebie wracającą do mniejszego rozmiaru!

plaszcz

płaszcz River Island

A jakie są Wasze doświadczenia z dietami? Jeśli macie jakieś pytania do mnie albo potrzebujecie podpowiedzi np. w układaniu jadłospisu – piszcie :)

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Głód, waga i łzy – czy można być szczęśliwym na diecie?

  1. Ja pamiętam jak zaczęłam dietę Dukana (w sumie zrobiłam to tylko dlatego że była to inicjatywa „wspólna” czyli w cierpieniu dietetycznym nie byłam sama)… ale niestety skończyło się to w szpitalu. Nie wzięłam pod uwagi, że moje nerki mogą Dukana nie polubić. Od tamtej pory zero diet. Zmieniłam nawyki żywieniowe – dużo czytałam o odżywianiu się zgodnie z grupą krwi. Ale niestety pomimo zmiany nawyków waga praktycznie stoi w miejscu…

    Nawet myślałam o wizycie u dietetyka, więc chętnie poczytam jakie miałaś z nim doświadczenie.

    Pozdrawiam Cię serdecznie! I życzę wytrwałości :)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję Ci bardzo, mam zamiar wytrwać :)) Dukan jest bardzo szkodliwy dla zdrowia, z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę :( Napiszę więcej o dietetyku, a jeśli będziesz mieć jakieś pytania odnośnie diety, to pisz do mnie, chętnie odpowiem :) tequilagotuje@gmail.com

      Polubienie

Skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s