Dlaczego zmiany są dobre?

cropped-tumblr_n5e0glogfw1st5lhmo1_1280.jpg

Dlaczego akurat taki temat dzisiejszego wpisu? Bo pokazuje, że czasem zmiany są potrzebne i co najważniejsze – wskazane! Od długiego czasu zastanawiałam się, co będzie z blogiem i chyba wreszcie dorosłam do zmian. Będzie trochę mniej kulinarnie, bardziej po mojemu, w końcu mam nadzieję pisać tyle, ile chcę. Wreszcie podjęłam decyzję, że tym, co najbardziej lubię w blogu, jest pisanie. A przepisy nie dają mi szansy na „wypisanie się”. Stąd nowe kategorie, które będę Wam w najbliższej przyszłości przedstawiać. A żeby było mi łatwiej – piszcie w komentarzach albo na @ (w zakładce Kontakt), o czym chcecie poczytać i co Was najbardziej interesuje, to dla mnie bardzo ważne! :)

A przechodząc do głównego tematu wpisu…

Naukę czytania wymusiła na mnie mama, bo miała mnie dosyć. Terroryzowałam wszystkich, żeby mi nieustannie czytali. Łaziłam, prosiłam, byłam małym wyrzutem sumienia. Oczywiście czytali mi chętnie, obowiązkowo wieczorami, czasem w ciągu dnia, ale ile można? Mama powiedziała, że mam się nauczyć czytać, to nie będę musiała zwisać na innych. Po prostu usiądę sama i przeczytam. I całe szczęście, że to zrobiła, bo czytanie jest jedną z moich ulubionych czynności do dziś.

W dzieciństwie czytałam wszystko – gazety, napisy na budynkach, ulotki od leków i przede wszystkim – książki. Pamiętam, że podczas wakacji u cioci, która zawsze miała ogromne sterty czasopism w mieszkaniu, czytałam wszystko, zaczynałam od Pani Domu, przez Życie na Gorąco, prasę polityczną po mojego ukochanego Detektywa z mrożącymi krew w żyłach historiami. Miałam 7 lat.

Uwielbiam książki za możliwość przeniesienia się do innego świata, oderwania od rzeczywistości. Przeżyłam dzięki nim mnóstwo pięknych historii (w głowie), bohaterowie tych ukochanych (jak Harry Potter) śnili mi się po nocach. Mam wrażenie że (aż nadto) bujną wyobraźnie zawdzięczam właśnie tym historiom.

Wiele lat później dostałam czytnik Kindle. I oczywiście na początku stwierdziłam, że się nie polubimy. Bo gdzie mu do tradycyjnych książek, szelestu kartek, pełnej biblioteczki i wygody czytania. Na szczęście szybko zmieniłam zdanie. Kindle jest absolutnie najlepszym gadżetem, jaki wpadł do mojej kolekcji. Dlaczego?

  1. Mniej waży

Zdarza Wam się czytać w komunikacji miejskiej? W takim razie wiecie, że zabranie czegoś, co ma więcej niż 300 stron to spore obciążenie dla kręgosłupa. Nie wspominając o tym, ile ważą książki, które chciałoby się zabrać na wakacje. Kiedyś potrafiły mi zająć ½ bagażu (brałam zwykle ok. 8 sztuk na 14 dni), teraz wszystko waży kilkaset gram.

  1. Mniej kosztuje

Oczywiście początkowy wydatek jest spory, bo podstawowa wersja Kindle to ok. 350 zł. Czyli mniej więcej 10 książek papierowych. Jednak już same ebooki można kupić dużo taniej niż ich tradycyjne odpowiedniki. Ja korzystam z dwóch polskich stron, czyli Woblink i Publio, gdzie codziennie są inne przeceny i chyba nie zdarzyło mi się kupić książki droższej niż 20 zł. A po literaturę fachową zaglądam na Onepress i Helion, gdzie można znaleźć mnóstwo pozycji związanych z marketingiem, social mediami, ekonomią.

  1. Trudniej się nim uderzyć po głowie

Mam zwyczaj czytania przed snem – jeśli czytam papierową książkę, to zwykle trzymam ją ponad głową, bo niewygodnie mi na boku. I średnio raz na 3 czytania obrywam nią po głowie… bo zasypiam Kindla mogę czytać jednym palcem – tzn. opieram go o ścianę i naciskam „przerzucanie” stron.

  1. Rozmiary biblioteczki są mniejsze

Wiadomo, wszystko trzymamy w pamięci Kindla, a nie na półkach. Co przy metrażu niewiele ponad 50 i zajętych wszystkich zakamarkach, jest naprawdę wybawieniem

  1. Książkę mam już i teraz

Nie wychodzę po nią do sklepu, nie czekam na dostawę, nie odbieram z Paczkomatu, poczty, itd. Siedzę na kanapie, wybieram tytuł, który mnie interesuje, płacę, pobieram i przesyłam bezpośrednio na czytnik. I od razu mogę zacząć czytanie!

Oczywiście z czytaniem łączy się wąchanie. Wielbiciele papierowych książek wiedzą, o co chodzi. Nie ma lepszego doznania niż zapach nowej książki. I to jest jedyna wada Kindle, którą odczuwam ;)

2 uwagi do wpisu “Dlaczego zmiany są dobre?

  1. Niektóre zmiany są dobre, niektóre niekoniecznie… ta, o której napisałaś, właśnie niekoniecznie, ponieważ ma jedną wadę nie do eliminacji – od wpatrywania się w ekranik pieką, czasem łzawią oczy. A to znaczy, że to nie jest dla nich dobre. Czasem po pewnym czasie oczy się przyzwyczajają, a to tym bardziej niedobrze, bo już nie dają sygnału, że coś jest nie tak. I podstępnie psują się ‚po cichu’.
    W tej chwili nie istnieje na rynku żadne stuprocentowe zabezpieczenie.
    Zależy mi na dobrym wzroku, nie chcę go niszczyć, dlatego jedyny mój elektroniczny ‚czytnik’ to laptop, i także ograniczany ;]

    Polubienie

    1. Ale mylisz pojęcia ;) Tablety mają ekrany, które męczą oczy, tak samo jak komputery. Kindle nie ma podświetlanego wyświetlacza, musisz korzystać z zewnętrznego światła i wykorzystuje tzw. e-ink, czyli technologię papieru elektronicznego. Oznacza to, że czytnik męczy wzrok dokładnie w tym samym stopniu co papierowa książka :)

      Polubienie

Skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s